Zobacz w naszej bazie

Przewodnik lokalny

Ślinik luzytański – genderowy nagi szkodnik

2014-07-07 14:23:45 (ost. akt: 2017-05-23 12:13:23)
Ślinik luzytański – genderowy nagi szkodnik

Autor zdjęcia: Stanisław Czachorowski

Zagadka: co to jest? Małe, oślinione, powolne i wyjada z ogrodowej miski karmę dla kotów? Zgadliście, to ślinik luzytański.

Pomarańczowe ślimaki sieją spustoszenie w ogródkach i panikę wśród działkowców. W tym roku pojawiły się i na moim osiedlu w Olsztynie (dwa lata wcześniej widziałem je w Parku Centralnym). Wyglądają na ślinika luzytańskiego, ale może to być także ślinik wielki. Oba gatunki są do siebie bardzo podobne, a odróżnić je można tylko po cechach anatomicznych.
Podobno śluz ślimaków wykorzystuje się do różnych kosmetycznych preparatów. W tym roku, ze względu na ochronę przetrzebionej populacji ślimaka winniczka w naszym regionie zakazany jest (na rok) zbiór. Może więc przemysłowe zainteresowanie znajdzie ślinik? I da podwaliny dla lokalnej biogospodarki? Już nie jako karma, ale jako bioprodukt.

Spór naukowy trwa, a ślimaki liście żrą


Zacznijmy od gatunku inwazyjnego, śliniaka luzytańskiego (Arion lusitanicus lub Arion vulgaris – nawet biolodzy-taksonomowie nie są jednego zdania co to tego ślimaka). Należy do rodziny ślinikowatych (Arionidae). To ślimak lądowy, bezmuszlowy (nagi), należący do ślimaków płucodysznych.
Należy do tzw. kompleksu ARVC, obejmującego trudne w identyfikacji, podobne do siebie morfologicznie gatunki: Arion rufus (ślinik wielki, o nim nieco dalej będzie) A. ater i A. lusitanicus. Trudno będzie więc jednoznacznie ustalić, co za gatunek czynnił nam szkody.
Jak znalazłem w opisie gatunku na Wikipedii, A. lusitanicus jest endemitem Półwyspu Iberyjskiego. Gatunkiem inwazyjnym w Europie jest pochodzący z zachodniej Francji A. vulgaris. Takie stanowisko nie jest wśród malakologów (biologów zajmujących się mięczakami) powszechne. Wszystko przez to, że duża jest zmienność genetyczna tego ślimaka. Spory więc trwają o to, jak potraktować tę zmienność i jak ewentualnie wydzielić granice między taksonami. Taki trochę scholastyczny spór na wzór słynnego pytania, ile diabłów zmieści się na łebku od szpilki. Paradygmat genetyczny mocno nami zawładnął, a tymczasem ślimaki zjadają rośliny w ogródku. Duża zmienność genetyczna typowa jest dla gatunków inwazyjnych, jak i ich zdolność do hybrydyzacji międzygatunkowej.

Złóż jaja i giń


Zostawmy jednak te dywagacje biologom. Dorosły ślinik luzytański mierzy od 7 do 15 cm długości, ubarwiony jest w kolorze pastelowo-pomarańczowym z lekko szarawo ubarwioną głową i czułkami. Jest wszystkożerny. Zjada głównie rośliny, ale skorzysta także z drobnej padliny czy martwej materii organicznej. Cechą sprzyjającą inwazyjności jest także jego hermafrodyczność (obupłciowość). Możnaby powiedzieć – nawiązując do popkultury – że jest bardzo gender. Jeden osobnik może złożyć w ciągu roku do 400 jaj. Dojrzałość płciową osiąga po roku a jaja składane są jesienią. Jak podaje literatura, większość osobników ginie zaraz po złożeniu jaj. Mała to dla nas pociecha, bo potomstwo jest liczne.
Dlaczego ptaki go nie jedzą? Albo ropuchy? Jaskrawy kolor wskazuje, że chyba jest niesmaczny (zawiera rufinę). Trochę czasu minie, zanim pojawi się wyspecjalizowany drapieżnik, ograniczający liczebność śliników.

Grzyb w bucie czy na bucie?


Najprawdopodobniej ślinik luzytański został rozwleczony z materiałem roślinnym lub różnymi odpadkami. W Europie jest gatunkiem inwazyjnym. Dotarł do Islandii i Skandynawii. Sam się na pewno tam nie przedostał, raczej jako pasażer na gapę. Przewozimy w czasie podróży dużo gatunków, część z nich potrafi się zaaklimatyzować i potem sprawiać duży kłopot. Na przykład cuchnący grzyb – okratek australijski – dostał się do Europy w czasie pierwszej wojny światowej na bucie jednego z żołnierzy z Australii. A my z wakacji w Egipcie przywieźć możemy niechcacy bakterie czy wirusy lub pierwotniaki albo inne pasożytnicze organizmy. Ocieplenia klimatu sprzyja aklimatyzacji ciepłolubnych gatunków.

Inwazja śliników

















Najpierw wyżerka, później papieros - podpatrzone w olsztyńskim Parku Centralnym

Wróćmy do ślinika luzytańskiego. W Polsce po raz pierwszy odnotowany został w 1993 roku. Może był i wcześniej, tylko świat naukowy o tym jeszcze nie wiedział (a że trudno gatunek rozpoznać wizualnie, to trudno ocenić amatorskie doniesienia). Jest zaliczany do 100 najbardziej inwazyjnych gatunków w Europie. Dotarł także do USA. Biolodzy (taksonomowie) spierać się będą o jego pozycję taksonomiczna, a on w tym czasie podbija świat jako szkodnik ogrodów i pól uprawnych oraz roznosiciel patogenów roślin.
Ale w Polsce występuje także ślinik wielki (Arion rufus), bezmuszlowy (nagi) ślimak lądowy, gatunek synantropijny na Warmii i Mazurach. Zmienny w ubarwieniu, od czarnego do rudego. Dawniej formy barwne uważane były za osobne gatunki. Odmiany barwne łatwe były do odróżnienia.

Ślimak do butelki?


Tak czy siak pomarańczowy ślimak u nas jest gatunkiem inwazyjnym, czy to ślinik wielki czy ślinik luzytański. Pozostaje pytanie jak sobie z nim radzić. Czekać na reakcję ekosystemową czy już teraz zbierać do butelek, tak jak kiedyś zbierano stonkę?
Stanisław Czachorowski
Autor jest biologiem, entomologiem i hydrobiologiem, doktorem habilitowanym, profesorem na Wydziale Biologii i Biotechnologii Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie




Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Zobacz również