Kurka wodna i Depeche Mode

2017-07-15 12:00:00 (ost. akt: 2017-07-13 18:41:36)
Kurka wodna i Depeche Mode

Autor zdjęcia: Krzysztof Pawlukojć

Kokoszka kokoszce nie równa. Nie da się ukryć. Bywają kokoszki wielkomiejskie, wyzwolone, śmiałe, odważne i zdecydowane. Są jednak też osobniki skryte, płochliwe, niepewne, wiejsko–łąkowe, żeby nie powiedzieć… zaściankowe. Jeden gatunek – różne filozofie i strategie funkcjonowania. Kokoszki mogą zaskoczyć swoją fantazją. Ja znam nawet takie, które chętnie słuchają...Depeche Mode!

Pozornie wydaje się, że kokoszka to nic nadzwyczajnego. Oto czarny ptak średniej wielkości z ciemnobrązowym grzbietem, żółtozielonymi, długimi nogami oraz czerwonym dziobem z żółtym końcem połączonym z rogową blaszką na czole. Uderzająco podobny do popularnej łyski, ale nieco mniejszy i smuklejszy. Zbieżność wyglądu zupełnie nieprzypadkowa – to gatunki blisko ze sobą spokrewnione. Oba należą do rodziny chruścieli. Jednak kokoszka żerująca na lądzie może przypominać nieco małą kurę. Stąd też jej druga nazwa – kurka wodna.

Kokoszka znakomicie przystosowała się do funkcjonowania na granicy wody i lądu. Jej nogi z długaśnymi, cienkimi palcami umożliwiają przemierzanie grząskiego terenu. Ptaki te najchętniej zasiedlają niewielkie zbiorniki wodne z gęstą granicą zarośli – śródpolne rozlewiska, stawy, a nawet malutkie oczka wodne na łąkach, czy w pobliżu wiejskich zabudowań. Chętnie wychodzą na ląd, pływają sprawnie, ale bez szału! Dlatego też zdecydowanie unikają rozległych i głębokich akwenów.

Kokoszki można spotkać niemal w całej Europie. Ptaki ze środkowej i wschodniej części kontynentu z reguły na zimę odlatują na zachód, z kolei te z populacji zachodnioeuropejskich prowadzą osiadły tryb życia. To jednak nie jedyne różnice występujące pomiędzy ptakami z poszczególnych obszarów geograficznych. Zachodnioeuropejskie kokoszki to ptaki śmiałe i niepłochliwe. Szybko przystosowały się do życia w pobliżu człowieka i szturmem podbiły przestrzenie wielkich miast.

Doskonale odnalazły się i funkcjonują w parkach, ogrodach, sadzawkach, czy stawach w centralnych częściach potężnych aglomeracji. Obserwowałem te ptaki choćby w Paryżu pod wieżą Eiffla, czy w Kopenhadze w parku Tivoli. Dziesiątki tysięcy turystów, zgiełk, hałas, rumor, a pośród tego pochodu niewielkie kokoszki plączące się gdzieś pomiędzy nogami przechodniów, niczym wróble, czy miejskie gołębie. Każde kolejne pokolenie dorastające i wychowane w takim klimacie staje się coraz doskonalszą wersją ptasiego „mieszczucha” znakomicie wyspecjalizowanego i przygotowanego do funkcjonowania w otoczeniu ludzkiego tłumu.

Nasze środkowoeuropejskie, mazurskie kokoszki to zupełne przeciwieństwo ekspansywnego stylu zachodnich kuzynów. Są u nas obecne dosyć powszechnie, a tak jakby ich właściwe nie było. Dobrze czują się z dala od miejskiego zgiełku, na peryferiach, obrzeżach, odludnych łąkach i w otoczeniu wiejskich klimatów. To typ kokoszki prowincjonalnej, skromnej, niewidocznej, pokornej i niesłychanie ostrożnej. Żadnych szaleństw, żadnych ekstrawagancji.

Jednak ostatnio zauważyłem, że powoli i nasze kokoszki zaczynają ulegać modzie i trendom napływającym z zachodu. W jednej z miejscowości niedaleko Giżycka para kokoszek założyła gniazdo na malutkim stawie tuż przy szutrowej drodze i ludzkiej posesji. Żadnych zarośli, wszystko jak na tacy, a na środku, na niewielkiej kępce „mieszkanko” kurek wodnych na pierwszym planie. Zatrzymałem samochód i zbliżyłem się do brzegu, a tam wysiadujący ptak zupełnie opanowany i spokojny zerkał na mnie bez emocji. Przy stawie podwórze, gwar, bawiące się dzieci, szczekające psy, przejeżdżające auta.

Do tego rozciągający się aromat grilla, a w tle z odtwarzacza dobiegały głośne dźwięki muzyki Depeche Mode. Wszystkie te „drobnostki” najwidoczniej nie przeszkadzały parze kokoszek, które wcale nie zamierzały kryć się w popłochu i ukradkiem przemykać w strachu. Nowoczesne maniery zachodnich kurek wodnych jak widać dotarły i przyjęły się na mazurskim gruncie. Kolejne ptaki doświadczyły, że bliska obecność człowieka wcale nie musi być destrukcyjna.

Wręcz przeciwnie, może wnieść sporo korzyści – wzrost bezpieczeństwa, zmniejszenie presji drapieżników, coś do jedzenia dodatkowego może się trafić, a i dobrej muzyki Davida Gahana i spółki można sobie posłuchać. Obserwując skupioną i zasłuchaną kokoszkę na gnieździe odniosłem nieodparte wrażenie, że właśnie ten ostatni argument mógł być dla tych ptaków kluczowy przy wyborze wymarzonego siedliska!

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

Zobacz również