Na kwiatku naprzeciwko siedzi rusałka ceik, jeden z naszych rodzimych motyli dziennych, o postrzępionych, nakrapianych skrzydełkach w kolorze brązu. Siada mi na ramieniu. Motylarnia to jej dom.
Przyjechałem tutaj, żeby obejrzeć ogrody tematyczne i motylarnię, których właścicielką jest Magdalena Markiewicz. Człowiek przechodzi przez furtkę, niczym Alicja na drugą stronę lustra i nagle staje oko w oko z zaczarowanym ogrodem. A ściślej mówiąc z czternastoma ogrodami tematycznymi, każdy o innym charakterze.
– Cóż mogę powiedzieć o sobie? – zastanawia się sympatyczna brunetka w okularach. – Urodziłam się tutaj, w Marcinkowie i tu po latach wróciłam, żeby zrealizować swoje marzenia. Posiadam ogrody i motylarnię, ale jest tu nas kobiet z pomysłami więcej. Jola Hellis, też rodem z Marcinkowa, utworzyła Regionalną Izbę Mazurską, Wiesia Podgórna ma pomysł na „Skibkę chleba”. Naszą ambicją jest, żeby to wiejskie Marcinkowo nie było jedną z wielu wiosek o tej nazwie w Polsce, lecz by kojarzyło się z atrakcyjnym, ciepłym miejscem, taką małą ojczyzną w tej części Mazur.
Powrót do ogrodu
Rodzice pani Magdy mieli kiedyś w Marcinkowie ogród, w którym jako dziecko spędzała wiele godzin. To był jej mały świat, gdzie mogła obserwować rośliny i owady. I kiedy po latach skończyła ekonomię, a następnie architekturę krajobrazu, postanowiła, że z tamtego starego ogrodu uczyni przyrodniczą perełkę. Inspiracją były dla niej, wtedy studentki, wycieczki, m.in. do ogrodów tematycznych Hortulus w Dobrzycy. Coś takiego postanowiła utworzyć w Marcinkowie, gdzie poznawała świat przyrody.
– Kiedy na naradzie rodzinnej Magda przedstawiła swój pomysł na zagospodarowanie tego miejsca, poparłam ją gorąco! – wspomina Stanisława Chotkiewicz, matka Magdy, która w ogrodach zajmuje się sadzonkami. – Natomiast ani jej mąż, ani mój zbytnio nie wierzyli w powodzenie tego zamierzenia. Ale w końcu ich przekonała.
Każdy z ogrodów został szczegółowo zaprojektowany. Magda Markiewicz prowadzi mnie ścieżką obsadzoną po bokach wrzosami. Po drodze mijamy rajską jabłoń, strzeliste trawy i miłorząb.
– Drzewo rodem z Chin, które nie może zdecydować się, czy jest iglakiem, czy rośliną liściastą – śmieje się właścicielka ogrodów.
Oto ogród japoński, ściśle związany z naturą, z charakterystyczną dla Kraju Kwitnącej Wiśni małą architekturą i roślinami. Wśród nich miniaturowe drzewa bonsai: sosny, jałowce, cisy, wiązy drobnoliste.
Dalej ogród w stylu angielskim, ulubiony przez panię Magdę, też swoim klimatem nawiązujący do natury. A obok ogród śródziemnomorski oraz biały, gdzie królują kwiaty tego koloru. Dalej ogród dla zakochanych, z czerwonymi różami, w tym gatunku Leonardo da Vinci. I meksykański, z trytomami groniastymi o egzotycznym wyglądzie, opuncjami i złotolistymi katalpami. A wszystko to szczegółowo opisane na tablicach poglądowych. Na innych są np. bajki i legendy mazurskie czy wiedza o babach pruskich z pigułce.
– Ktoś tu zapyta, a po co te egzotyczne ogrody, obce dla naszych Mazur? – mówi Magdalena Markiewicz. – Dla celów dydaktycznych, bo przecież nie każdego stać, by pojechać do Japonii, żeby zobaczyć, jak one wyglądają. A poza tym, jak te rośliny się przyjęły i pięknie rosną, to niech ten krajobraz urozmaicają. Taka bioróżnorodność.
Wspaniały morfo i bielinki
Tam gdzie są ogrody, żyją również owady, które zapylają rośliny i szukają pokarmu. Jedne, jak ważki, wylęgają się w oczku wodnym, inne jak motyle, unoszą się nad kawałkiem dzikiej łąki sąsiadującej z ogrodami, którą specjalnie dla nich tu pozostawiono. Z pokrzywami, rumiankami, słonecznikami. Tam również szukają pożywienia, a ponadto składają jaja, które przenoszone są przez ludzi do motylarni, gdzie nim staną się motylami, przechodzą różne fazy przeobrażenia. Motylarnia to duża, osłonięta cienką siatką woliera w kształcie prostokąta. Wewnątrz rosną różnorodne kwiaty. W sąsiedztwie wznosi się hotel dla motyli w postaci budek, gdzie mogą się ukryć, jeśli uważają, że są zagrożone albo w nich przenocować. Budki są pomalowane w różne, wabiące motyle kolory. Motylarnia to miejsce edukacji, na przykład podczas warsztatów dla dzieci.
– Powstała w roku ubiegłym, za pieniądze rodzinne — opowiada jej historię pani Magda. – Swoją bogatą wiedzą o motylach podzielił się ze mną profesor Stanisław Czacharowski z Katedry Ekologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Warmińsko- Mazurskiego, znawca życia owadów. Ja wszędzie szukam takich bratnich dusz jak on.
W motylarni w Marcinkowie można obejrzeć kilka gatunków motyli, nie wszystkie w tym samym czasie, bo motyle żyją krótko, od dwóch do trzech tygodni (najdłużej z polskich gatunków, około miesiąca, latolistek cytrynek), bywają tu przejściowo. Wśród tych gatunków można spotkać np. zmrocznika wilczomlecza, strzępka ruczajnika, pazia królowej, rusałkę admirała, rusałkę ceika. Najwięcej aktualnie sobie fruwa w motylarni w Marcinkowie bielinków kapustników.
Niektóre gatunki motyli składają jajeczka tutaj, jajeczka innych sprowadzane są z zewnątrz, na przykład z Anglii czy też Hiszpanii. W różnych stadiach rozwoju motyle są dokarmiane. Ulubiony pokarm gąsienic to pokrzywa, natka marchewki, rdest. Motyle gustują z kolei w roślinach nektarodajnych czy też jeżówkach. Kiedy nadchodzą zimne dni, jedne z motyli migrują, inne zostają. Zimą specjalnie usypuje się w ogrodach sterty liści, by ją przetrwały, w postaci jaja, gąsienicy, poczwarki, czy osobnika dorosłego, jak rusałka pawik.
Festiwal z motylami w tle
– Motyle to kolibry naszych łąk – mówi Magdalena Markiewicz. – Ale jest ich coraz mniej, bo i łąki nie są tak bogate w kwiaty jak kiedyś. W miastach niewiele jest kwietników, klombów. Ledwie w górę wystrzeli trawa, a w niej chwasty (stół z wyżerką dla motyli), już są strzyżone. Człowiek zajmuje im przestrzenie, znikają z krajobrazu wsi i miast. Chcemy rozbudować motylarnię, żeby było ich tu więcej.
Jeśli chodzi o wspomniane inwestycje, pani Magda nie korzysta z żadnych dotacji, ale wspólnie z koleżankami korzysta z nich przy organizowaniu różnych imprez. Do największych organizowanych w Marcinkowie należy Święto Róży, ostatnie 4 lipca. W tym dniu kwitnące róże „pozują” malarzom i fotografom przyrody, piszą o nich wiersze poeci, króluje muzyka i śpiew. Inne wydarzenie odbywa się pod hasłem „Zamiast laptopa, wspólna sobota”. Ma ono miejsce zarówno w ogrodach, jak i w Regionalnej Izbie Mazurskiej, a wkrótce dołączy do tego firma pod nazwą „Skibka chleba” Wiesi Podgórnej. Przekrój wiekowy uczestników tych wydarzeń, gdzie ludzie nie tylko się bawią, ale i uczą, jest szeroki: od przedszkolaków, poprzez uczniów szkół do studentów Uniwersytetu Trzeciego Wieku. Są i zwykli mieszkańcy Marcinkowa i okolic, odczuwający potrzebę relaksu, zdobycia wiedzy.
–Jest tu jeszcze wiele miejsca do zagospodarowania! – pokazuje pani Magda teren. – Nam, zrzeszonym w Fundacji Inkubator Kreatywności, marzy się utworzenie Ekomuzeum i folder, w którym znajdą się między innymi fotografie miejscowej przyrody, architektury i opis dokonań mieszkańców Marcionkowa. Zachęcamy, by takie zdjęcia nam przysyłali. A w tym miejscu stanie kiedyś amfiteatr, gdzie będą mogli prezentować swoje utwory literaci i wykonawcy poezji śpiewanej – podsumowuje pani Magda, która sama pisze wiersze i pięknie maluje kwiaty. – A może zorganizujemy kiedyś festiwal piosenki dla wszystkich, pod hasłem „Motylem jestem”?
Władysław Katarzyński







Jeden z bardziej charakterystycznych przedstawicieli rodziny miernikowcowatych, bardzo łatwy do rozpoznania....
Gatunek owada z rodziny biedronkowatych z rzędu chrząszczy. Osiąga 3,5 - 5,5 mm długości. Jej cechą charakterystyczną...
Jabłoń ta rośnie silnie, tworzy wzniesioną, luźną koronę. Jej owoce są średniej wielkości, jasnozielone....
Owocnik
Półkolisty, bokiem przyrośnięty do podłoża, rozpostarto odgięty lub poduszkowaty. Na powierzchni...
Gatunek dużego ptaka drapieżnego z rodziny jastrzębiowatych (Accipitridae).
Dorosłe osobniki mają wierzch...
Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie
Dodaj komentarz Odśwież
Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez